Artykuły
|
Od switu do zmierzchu
Wiecie, na czym polega urok studiów
i mieszkania w akademiku? Jestesmy dorosli,
ale nikogo nie dziwi, ze czesto zachowujemy
sie jak dzieci...
Wracam z kolezanka z zajec i mówie do
niej: "Za chwile bedziemy w domu!". Ona
patrzy na mnie i pyta: "Ale jak to, przeciez
idziemy do akademika?" "No własnie"
- odpowiadam.
Akademik, z definicji miejsce
zamieszkania dojezdzajacych studentów,
w praktyce nasz drugi dom. Przynajmniej dla
mnie. Nie pamietam, od kiedy zaczeta m tak
mówic. Chyba zawsze miatam taki poglad.
Pytanie tylko dlaczego...
Jak u "Wielkiego Brata"?
W akademiku Za Kolumnami mieszkam
juz drugi rok. Kiedy po raz pierwszy go
zobaczy tam, pomyslalam: "Matko, gdzie
ja trafilam." Niepewnym krokiem wesztam
do srodka i... mnie zamurowalo. Bylo
po prostu za sterylnie i tak jakos nie
studencko! Wszedzie kamery, recepcjonisci
w krawatach, zero kurzu i brudu. Wczesniej
mieszkalam w jednym z rzeszowskich
domów studenckich i to byla dopiero "jazda
bez trzymanki". Pamietam, jednego razu
wyszlam na korytarz i uwaznie przyjrzalam
sie podlodze. Zawsze ciekawit mnie jej
wzór, na szarym tle takie czarne cetki. Kiedy
znizytam wzrok, uswiadomilam sobie, ze to
po prostu slady po zgaszonych papierosach.
Jedna wielka popielniczka! Dlatego tak
bardzo zaskoczy to mnie moje nowe miejsce
zamieszkania. Zaczetam sie zastanawiac, kto
bedzie mieszkat w takim akademiku, gdzie
wszystko znajduje sie pod czujnym okiem
"Wielkiego Brata". Pewnie jacys "sztywniacy
i kujony" - pomyslatam. Dla wyjasnienia
sama trafitam tam juz po blokadzie. Nie
miatam wyjscia. I dzieki Bogu
Trzy lata w rzeszowskim akademiku
przyzwyczaily mnie do "akademikowego"
trybu zycia. Ale dopiero tu je pokochatam.
Rózni sa ludzie i rozmaite maja upodobania.
Niektórzy wola mieszkac na stancji lub
wynajmowac ze znajomymi mieszkanie. Ale
nic nie stanowi tak nieodtacznego elementu
studiów, jak akademicka komuna. Niby
dzien powszedni w domu studenckim to nic
szczególnego, a jednak cos w tym jest: ta
niesamowita atmosfera panujaca tu od switu
do zmierzchu.
"Wyzsza szkota tolerancji"
W Za Kolumnami mieszkaja studenci
róznych kierunków: od fizyki poczawszy,
a na politologii i historii skonczywszy. Kiedy
ze soba rozmawiamy, nagle uswiadamiamy
sobie, jak wiele jest punktów widzenia na
te same kwestie, jak inaczej kazdy z nas
postrzega swiat, który istnieje wokól nas.
Akademik to z pewnoscia "wyzsza szkola
tolerancji." Nie dziwi jedzenie serowych
chrupek z bananem, schabowy na sniadanie
czy "warunek" z wychowania fizycznego. Nie
oceniamy ludzi za to, jak wygladaja czy czego
sluchaja, ale za to, co dla siebie nawzajem
robia. Jestesmy jak rodzina. Niektórzy mówia
"patologiczna", ale to tylko pogloski.
Mój problem jest jednoczesnie
problemem tych, którzy mieszkaja obok.
I choc jestesmy daleko od rodziców czy
rodzenstwa, nigdy nie czujemy sie samotni.
Nie pozwalamy na to. Wspieramy sie
w trudnych momentach i razem przezywamy
chwile szczescia. Mysle, ze dzieki tej
wspólnocie dojrzewamy emocjonalnie,
uczymy sie rozumiec innych, zaczynamy
zdawac sobie sprawe, na czym polega
doroslosc. Czyz nie na odpowiedzialnosci za
drugiego czlowieka, za wspóllokatora czy za
sasiada?
Moze to, co napisalam, brzmi
górnolotnie, ale to szczera prawda. Najlepsze
w tym wszystkim jest to, ze doswiadczenie
i wiedze zdobywamy, bawiac sie
jednoczesnie. Wiecie, na czym polega urok
studiów i mieszkania w akademiku? Jestesmy
dorosli, ale nikogo nie dziwi, ze czesto
zachowujemy sie jak dzieci.
Przed sesja i po sesji
W zyciu wiekszosci zaków jest taki
okres, który nazywa sie "sesja". Wtedy to
dopiero powazniejemy. Siedzimy w pokojach,
sprzatamy, pierzemy i wykonujemy inne
"dorosle" czynnosci. Robimy po prostu
wszystko, by sie nie uczyc. Po zdanych
egzaminach rozpoczyna sie prawdziwe
szalenstwo. W zimie chodzimy na sanki
i lepimy ze sniegu "ulubionych portierów".
Latem wedrujemy na "kopiec Kosciuszki", by
orzezwic sie "napojami energetyzujacymi",
i smazymy kilogramy kielbasek na
profesjonalnych grillach z supermarketu za
10,99 zl. Czy to nie jest wspomnienie na cale
zycie? Studia to przedluzenie mlodosci, to
doskonaly sposób na zdobycie doswiadczen
w kazdej dziedzinie.
Z drugiej strony czasem jest jak
w dzungli. Co jakis czas wlacza sie alarm, bo
ktos spalil kotleta w mikrofali. W niedzielny
poranek sasiadka wracajaca z imprezy dobija
sie do kolejnych drzwi i krzyczy: "Wstawac!
Nie spac! Bawic sie!" i dziwi sie, dlaczego
nikt jej nie otwiera. Ale najgorzej jest, gdy
budzisz sie kolo godziny ósmej rano, po
ciezkiej nocy, z jedna mysla w glowie:
"Wody."!!! Podchodzisz do lodówki i bierzesz
lyk zimnego, orzezwiajacego i skwaszonego
mleka.
I tak zaczyna sie kolejny, studencki
dzien powszedni. "Tance, hulanki, swawole",
a w lodówce dwa... hmm, kartony swiezego
mleka. Na zdrowie, studencie. "Pij, pij!
Bedziesz wielki". Chyba jakos tak to byto.
Z reszta niewazne...
przygotowała Joanna Bernat
|
|