Artykuły
|
Co z tym Irakiem?
Sytuacja zmienila sie i teraz powinnismy
skandowac: "George, zostan w Iraku, póki
nie zaprowadzisz demokracji. Ale za jej
wprowadzanie zaplac sobie z wlasnego
budzetu !"
"Choc na pierwszy rzut oka moze to
wygladac absurdalnie, wojnie zawdzieczamy
mozliwosc swobodnego wypowiadania sie
i wspóldecydowania w najwazniejszych
dla nas sprawach. Najwiekszym bowiem
wynalazkiem z dziedziny wojskowosci
w historii swiata jest demokracja". Powyzsze
slowa Jana Dlugosza, historyka i doktoranta
Wyzszej Szkoly Humanistycznej w Pultusku,
zamieszczone w wydanym przez tygodnik
Polityka Niezbedniku inteligenta sklonily mnie
do refleksji zwiazanej z przypadajaca rocznica
dzialan wojennych w Iraku (20 marca
2003 r. - 1 maja 2003 r.). I jak co czwartek
Tomasz Lis pyta Co z tq Polskq?, tak my
zatrzymajmy sie na chwile nad Irakiem,
gdzie flagi polskie powiewaja nad bazami
wojskowymi tuz obok amerykanskich,
i spytajmy: Co dalej z tym Irakiem?
Wcale nie tak dawno spore grono mlodych
ludzi protestowalo na krakowskim rynku i przed
ambasada amerykanska, skandujac: "Chleba, nie
wojny!" i "Ameryka do domu!". Problem wydaje
sie tu oczywisty, jednakze srodki zaradcze juz
niekoniecznie. Wypowiedzi zbuntowanych
pacyfistów, udzielajacych wywiadów w telewizji,
nacechowane bowiem byly nieznajomoscia
zarówno sytuacji spoleczno-ekonomicznej
dopiero co odradzajacego sie panstwa irackiego,
jak i regul oraz strategii dzialan w polityce
miedzynarodowej. Naiwne i krótkowzroczne
jest bowiem przekonanie, ze teraz wystarczy
opuscic Irak, by wszystko wrócilo do normy,
a sytuacja sama sie ustabilizowala. Troche na to
za pózno... Po tym, co sie tam wydarzylo, nic juz
nie bedzie jak dawniej.
Musze zaznaczyc, iz absolutnie nie jestem
zwolennikiem polityki prezydenta George'a
W. Busha. Wrecz przeciwnie. Jednak staram
sie rozumowac realistycznie i uwazam, ze
pozostawienie teraz Iraku samemu sobie
mogloby spowodowac katastrofe na Bliskim
Wschodzie albo w najlepszym wypadku
uczyniloby to panstwo niezdolnym do
prawidlowego rozwoju nawet pomimo
boaatvch zlóz ropY naftowej.
W powszechnej opinii milionów ludzi
wojna w Iraku to rozwiazanie zle. Jak
najbardziej wiec zrozumiale byly protesty
na calym swiecie, przez które starano sie
wplynac na polityke Stanów Zjednoczonych.
Rozpoczecie wojny bez rezolucji Organizacji
Narodów Zjednoczonych bylo niedopuszczalne
i uzasadnilo oskarzenia publicystów
przypinajacych USA role samozwanczego
szeryfa na arenie swiatowej. George W. Bush
rozporzadzajacy sila militarna kilka razy wieksza
niz wszystkie wojska panstw zachodnich razem
wziete, zlekcewazyl "zasady gry" obowiazujace
w ONZ, co nawiasem mówiac, zrodzilo pytanie
o zasadnosc istnienia takowej instytucji. Coraz
czesciej slychac glosy, iz jest to organizacja
zajmujaca sie marnowaniem pieniedzy
i wydawaniem uchwal, których i tak nikt nie
przestrzega. Bez popadania ze skrajnosci
w skrajnosc trzeba jednak przyznac, iz brak
skutecznosci w wywieraniu nacisku na swoich
sygnatariuszy nie przydaje jej wiarygodnosci.
Rezolucje zezwalajaca na atak Organizacja
Narodów Zjednoczonych wydalaby tylko po
uzyskaniu konkretnych dowodów na istnienie
zagrozenia, jakie niewatpliwie stwarzaloby
posiadanie broni masowego razenia przez
czlowieka pokroju Saddama Husajna.
Interwencja za przyzwoleniem ONZ wolna
bylaby wówczas od oskarzen, ze Amerykanom
wcale nie chodzi o demokracje, ale jedynie
o rope naftowa.
Z drugiej zas strony, na mimo wszystko
usprawiedliwienie interwencji mozna siegnac
do podobnych przypadków z historii. Otóz
gdyby Hitlera, podobnie jak Husajna, "sprzatnac"
zawczasu juz chociazby na puczu monachijskim,
byc moze uniknelibysmy jednej z najwiekszych
zaraz naszego kontynentu - nazizmu, a co za
tym idzie - holocaustu, IIwojny swiatowej itd.
To jednak tylko gdybanie...
"Nawet najszczerszy pacyfista powinien sie
zgodzic z teza, ze wojna jest motorem postepu"
- pisze Dlugosz. Moze trudno to sobie wyobrazic,
ale wiele wynalazków, których uzywamy na
co dzien (samoloty, komputery, penicylina,
chirurgia (w tym kosmetyczna!! I), powstalo
po to, aby sprawniej mozna bylo mordowac
nieprzyjaciól. Biorac udzial w demonstracji
antywojennej, warto zapytac, czy potrafilibysmy
sie bez nich obyc.
Artykulu ten nie powstal po to, by
usprawiedliwiac NIESLUSZNA,wedlug mnie,
interwencje wojsk amerykanskich (i nie tylko)
w Iraku. Mial byc impulsem do ponownej
refleksji na ten temat, bo nie mozna dalej
obstawac przy pogladach sprzed 20 marca
2003 r. Zlo nazywac trzeba po imieniu, ale teraz
juz nie mozna sie wycofac. I kazdy myslacy
czlowiek dobrze wie, ze Ameryka jako panstwo,
którego gospodarka uzalezniona jest od ropy,
nie zamierza wprowadzac tej demokracji pro
publim bono. Takze osobiste ambicje syna,
którego ojcu nie udalo sie "wykurzyc" Saddama
sila, nie sajuz tematem tabu.
Niemniej jednak interwencja stala sie
faktem dokonanym i nie mozna wiecznie
plakac nad rozlanym mlekiem. Wlasnie teraz
jest czas na to, by zrobic w Iraku ile tylko
sie da! Nie mozemy opuscic tego panstwa
chocby ze wzgledów moralnych. Nie mozna
sie teraz odwrócic ot, tak sobie. To, ze wojska
amerykanskie, polskie i inne kontyngenty
miedzynarodowe opuszcza Irak, moze tylko
pogorszyc sprawe. Chodzi o to, ze demokracja
nie jest naturalnym stanem spolecznym,
trzeba sie do niej po prostu przyzwyczaic. A to
z kolei musi trwac, zeby ludzie nie zachlysneli
sie wolnoscia po tylu latach zycia "pod
batem". Obawiam sie, ze sami Irakijczycy
nie beda w stanie zapewnic sobie porzadku
i poszanowania dla wladz tak od razu,
szczególnie ze w dalszym ciagu egzystuja - choc
zeszlido podziemia- lojalni wobec dyktatora
siepacze.
Nalezy wiec pietnowac Ameryke za to,
co zrobila, ONZ winien wypominac jej do
znudzenia zlekcewazenie dyrektyw, a moze
nawet trzeba by wyciagnac jakies konsekwencje.
Czemu nie? Jednakze sytuacja zmienila
sie i teraz powinnismy raczej skandowac:
"George, zostan w Iraku, póki nie zaprowadzisz
demokracji. Ale za jej wprowadzanie zaplac
sobie z wlasnego budzetu!". Nalezy nieustannie
patrzec na rece okupantom czy wyzwolicielom,
jak kto woli, a szczególnie na rece kontrolujace
kurki z ropa, i zmusic do skupienia sie
wladz stabilizacyjnych nad obiecywanym
zaprowadzaniem systemu demokratycznego,
a nie dogodnych warunków przetrwania dla
gospodarki interweniujacych. I tu otwiera
sie pole do popisu dla Organizacji Narodów
Zjednoczonych, która w przeciwnym razie
wyjdzie na bezradna wobec WieLkiego Brata zza
oceanu.
przygotował Bartłomiej Misieniec
|
|