mixer-magazyn studentów Krakowskiej Szkoły wyższej

Artykuły

Obyczajowosc moich czasów byla zupelnie . inna


Sylwtka prof. Barbary Krauz

Mixer: Jak Pani Profesor wspomina swój czas studencki?

prof. Barbara Krauz: Nadzwyczaj radosnie. Studia to najmilszyokres w zyciu cztowieka. Pózniej nie ma sie juz tyle czasu dla siebie i swiat nie jest tak kolorowy, jak wtedy, gdy jest sie studentem. Kiedy ja studiowatam, mimo ze byty to czasy ciezkie ze wzgledu na warunki zycia w Polsce i ograniczenia róznego rodzaju, Uniwersytet Jagiellonski tetnit zyciem. Dobrym przyktadem sa Juwenalia; wygladaty wtedy zupetnie inaczej, stanowily dla wszystkich wielkie przezycie, poniewaz prawie caty Kraków w nich uczestniczyl. Mlodziez przebierala sie w wymyslne stroje przygotowywane wiele miesiecy wczesniej. Dziatalo Bractwo Zakowskie, które w okresie juwenaliów przejmowalo wladze nad miastem i odpowiadalo za porzadek, za dyscypline, za odpowiednie zachowanie studentów. Rzadko dochodzilo do burd, do awantur uwtaczajacych dumie i godnosci studenta. Dzisiaj Juwenalia ograniczaja sie do paru imprez w miasteczku studenckim, a kiedys bawiono sie wszedzie. W obrebie Starego Miasta trudno byto spotkac mtodego czlowieka, który by nie byl zabawnie, dowcipnie przebrany.

Pamietam, ze w któryms roku grupa moich przyjaciót wygrata konkurs na najlepsza pare przebieranców. Mielismy w swym gronie studentów zagranicznych, w tym Japonczyka, doktoranta w Instytucie Historii, nazywajacego sie Akijoszi Nakajama i zaprzyjaznionego z naszym kolega Januszem. Obydwaj nie grzeszyli wzrostem, dlatego wpadlismy na pomysl, zeby Janusza ubrac w piekne meskie kimono dostarczone przez Akijoszi, a jego samego przemienic w... sliczna, malenka krakowianke. Kiedy tak jako para wedrowali po Krakowie, wzbudzali olbrzymie zainteresowanie, wiec zglosilismy ich do rywalizacji na najbardziej oryginalnie przebranych studentów. Jury nie miato watpliwosci, dato im pierwsza nagrode. Takiej zabawy dzis nikt juz nie organizuje, a szkoda. Poza Juwenaliami, zywo zachowalam pamieci coroczne rajdy Jesiennego lisda. Szlismy na kilkudniowa wycieczke w góry, z plecakami, z namiotami. Najcudowniej wspominam noce spedzone przy ognisku pod Turbaczem albo na Babiej Górze badz na Lubaniu w pasmie gorczanskim. Spiewalismy wtedy piosenki, które dzis nazywane sa biesiadnymi: Bande, O Noem Pijaku i oczywiscie Oczy czarne.

Mixer: A jeden najlepiej zapamietany przez Pania Profesor dzien ze studiów?

prof. Barbara Krauz: Och, byt okropny, zabawny i dramatyczny, smieszny i straszny zarazem. Musialam zdac egzamin ze statystyki, utrapienie humanistycznych kierunków studiów, kiedy to nagle nalezalo opanowac dziesiatki wzorów i zadan. Miatam bardzo wysoka srednia, nie wiedziatam, co to sesja poprawkowa, nie znalam nawet nazwiska swojego dziekana, bo nigdy go o nic nie musiatam prosic. Wykulam wiec te statystyke prawie ze na pamiec i posztam na egzamin z dusza na ramieniu. Tak sie zlozylo, ze nosilam takie samo nazwisko jak wybitny polski badacz, humanista, socjolog i egzaminator spytal mnie na powitanie, czy jestem krewna tego pana. Juz chcialam odpowiedziec, ze nie, ale przemknela mi przez glowe mysl, zeby moze te laskawosc losu wykorzystac - chodzilo przeciez o te okropna statystyke. Bytam zaprawiona w zdawaniu egzaminów, bo mialam magisterium z historii, a studia socjologiczne to byt drugi kierunek, wiec odpowiedzialam, ze tak, ze profesor jest moja rodzina, ale daleka, asekurujac sie, by egzaminator nie wypytywat mnie zbytnio o szczegóty rodzinne. Na koniec pan profesor zapytat jednak, czy rzekomy mój krewny jeszcze zyje. Powiedzialam, ze tak, ale ze to juz wiekowy jegomosc. Po chwili dostalam jedno banalne pytanie o mediane, z którym sobie poradzilam, i ocene plus cztery do indeksu. Dopiero jak wyszlam z pokoju, nogi sie pode mna ugiely. Przypomnialam sobie wyraz twarzy profesora, sposób, w jaki ze mna rozmawial, i juz wiedziatam, ze to nie ja z niego zakpilam, ale on ze mnie, i to w sposób straszny...

Mixer: Pan profesor juz nie zyl?

Tak, od 60 lat... Ale sprawdzilam to dopiero po powrocie do domu, w encyklopedii.

Mixer: Najbardziej udany kawal z czasów studenckich...

... zrobiony profesorom 7 Nie byto o tym mowy. Dystans miedzy pracownikami naukowymi a studentem byl tak kolosalny, ze nikomu z nas nawet nie przyszlo na mysl, ze do tego kogos, na kogo sie patrzyto tylko do góry, mozna sie odniesc zartobliwie. Panowata zupelnie inna atmosfera, zupetnie inny niz dzisiaj byl typ relacji profesor - student. Ale miedzy soba - robilismy sobie wiele kawalów. Juz ich dobrze nie pamietam, poniewaz nigdy nie mieszkatam w akademiku, a to byt sposób bycia, który przede wszystkim charakteryzowal studentów zamieszkujacych domy studenckie. Do dzisiaj slynne sa ponoc rewizje przeprowadzane przez kierownika [IDS-uw pokojach studenckich, gdzie szukat dziewczat i waletów. Miat na tym punkcie dwie obsesje. Po godzinie 22 wiadomo bylo, ze nalezy wszystkich pochowac do szafy. Ale on tez na to wpadl i kazda rewizje zaczynat od otwierania schowków, a dopiero potem sprawdzat katy. Jesli znalazt dziewczyne, wypraszat ja, ale jesli to byl taki autentyczny walet, który nie miat gdzie gtowy sktonic - kierownik miat dobre serce, potrafit mu znalezc miejsce na przyklad pod stotem, w swoim biurze, gdzie rozktadat dmuchany materac.

Mixer: A jak to byto ze sciaganiem i podpowiadaniem?

Nikomu nie przychodzilo to do glowy. Egzaminy zdawalo sie indywidualnie, ustnie trwaly one czasami godzine, a nawet dwie. Ale i warunki studiowania byly wówczas inne. Mój rok na socjologii liczyl 28 osób, a na historii niespelna 50. Na egzamin szlo sie z materialem z wykladów, z podrecznikami, które byly uzupelnieniem do wykladów, i z lista lektur, które sie do danego przedmiotu przeczytalo, wybierajac je wedle wlasnych upodoban i zainteresowan. Profesor sprawdzal wszystko, punkt po punkcie, kazda z tych ksiazek. Wpadlismy pózniej na pomysl, zeby podawac bibliografie w jezyku angielskim, liczac na to, ze egzaminujacy mógl nie czytac tej lektury. Ale poniewaz obcojezycznej literatury raczej brakowalo, wiadomo bylo, ze kazdy z uczonych doskonale ja znal...

Mixer: Mówi sie, ze najlepszych przyjaciól poznajemy na studiach. Czy jest to prawdziwe w przypadku Pani Profesor?

Tak, dlatego, ze moi najblizsi przyjaciele i znajomi to sa wlasnie kolezanki i koledzy ze studiów. Los rozrzuci! nas po calym swiecie, a jednak do dzisiaj kontakt jest zywy, czuly, regularny i oparty na wiezach glebszej przyjazni, wyplywajacej z dlugoletniej znajomosci. Korespondujemy ze soba, urzadzamy zjazdy jubileuszowe i odwiedzamy sie, bywa, ze takze zawodowo wspólpracujemy.

Mixer: Zdarzało sie Pani Profesor podkochiwac w prowadzacym zajecia?

Na studiach nie, ale w szkole sredniej mialam takiego profesora od historii. Byc moze ze to on sprawil, ze wybralam ten kierunek studiów jako pierwszy. Byl cudownym historykiem, którego do dzisiaj pamietam, poniewaz potrafi! zafascynowac ta, nieciekawa jak wielu sadzi, zmudna i nikomu niepotrzebna dziedzina wiedzy. Naznaczyl mnie, zostawi! na mnie swój slad, w pewnym sensie jestem jego dzieckiem.

Mixer: Jaka rade dalaby Pani Profesor dzisiejszym chlopcom? Jak maja zdobywac dziewczeta?

Obyczajowosc moich czasów byla zupelnie inna od obyczajowosci dzisiejszego pokolenia. To dwa nieporównywalne swiaty. Iteraz tego siejuz nie da odtworzyc. Czasami mysle, ze wam wspólczuje. Wczoraj ogladalam reportaz ze szkoly sredniej w Polsce. Zobaczylam dziewczeta mlodziutkie, sliczne, cudowne, ale juz zepsute i zdemoralizowane, które nie beda umialy przezyc milosci swojego zycia. Odebraly to sobie same, nieswiadomie... Rada dla chlopców? Niech próbuja byc mezczyznami, tzn. kims madrym i opiekunczym, na kim mozna polegac, ufac mu. Kims, kto potrafi, w razie potrzeby, byc stanowczym, silnym i zdecydowanym bronic swoich racji. Ale takze bycie mezczyzna to równoczesnie uprzejmosc, delikatnosc, wrazliwosc, partnerstwo... Kiedy obserwuje chlopców z waszego pokolenia, to rzadko widze wsród nich kogos, o kim pomysle: "Hmm, z tego jegomoscia wyrosnie kiedys prawdziwy, odpowiedzialny mezczyzna...".

przygotowała Agnieszka Prostak

Rok polsko niemiecki
chur kamerlany ELIM